Zona caly tydzien przesiedziala w domu, ja tylko dwa dni. I ja juz zostane az do grudnia na dwoch dniach zdalnych. Oprocz tego pracowo niewiele nowego.
W ciagu tygodnia dzialo sie troche wiecej. Po jednym dniu picia kawy rozpuszczalnej nie wytrzymalismy i kupilismy nowy ekspres. Tym razem najmniejszy i najprostszy, bez zadnych cudow. I od razu lepiej. Jak tylko stary ekspres oddadza to go sprzedamy.
Z samego rana w poniedzialek zjawil sie kontroler szczurowy i zapadl wyrok – niechciani lokatorzy dalej sa w domu, ale tym razem na tyle sprytni, zeby sie nie lapac w pulapki. Znalazl dodatkowa dziure, pozatykal, ale niestety wczoraj i dzisiaj dalej slyszelismy niepokojace odglosy. Wyglada na to, ze jakas dziura jeszcze zostala.
W srode wypadly urodziny Milosza. Gosia wymiekla i uznala ze nie da rady udawac zaskoczenia, wiec zadzwonilem sam. Poinformowany zostalem o ciazy i prawdopodobnym zostaniem chrzestnym, ale w sposob bardzo nieprzyjemny… Na tyle ze sporo nerwow stracilismy omawiajac co Ci nasi mlodsi mieli na mysli. Az musielismy rodzicow wciagnac w temat podczas rozmowy sobotniej, zeby jakos wybadac sytuacje.
W weekend mielismy pierwsze wizyty potencjalnych wynajmujacych, jako ze mieszkanie jest juz wystawione w internecie. 3 wizyty w odstepach 15 minutowych, ostatnia para wygladala na bardzo zainteresowana. Jako ze ciagle liczymy, ze jednak nie bedziemy musieli oplacac grudnia w calosci nie wygadalismy zadnych niesprawnosci, a te niestety sie pojawily. Znowu zostalismy bez lazienki, zauwazylem w kacie za lazienka powiekszajaca sie plame. Wyglada na to, ze przeciek ktory wlasciciel naprawial juz wczesniej znowu sie odnowil…
Ten weekend byl tez najblizszym z weekendow halloweenowych. Zeby podtrzymac tradycje znowu wybralismy sie do Granda. Gosia (w koncu) ubrala sie w sukienke ktora obiecywala zalozyc juz od roku (albo dluzej) i wygladala jak prawdziwa seksi wiedzmo-bomba. Z dekoltem, rozowymi wlosami, diabelskimi soczewkami i swietnym makijazem.
Ja tylko jako dodatek, z kolorowymi soczewkami i maska staralem sie zbytnio na nia nie gapic.
Dzisiaj zdychamy na kacu (znaczy zona bardziej), ogladamy i tworzymy filmy. Produktywnie dosc, zrobilem film z wizyty w Dover i lodkowej wyprawy wielkanocnej. Oba calkiem nawet fajnie wyszly.
Dalej uczymy sie wloskiego – to juz miesiac!