Sie zyje na salonach

W ciagu tygodnia praca, praca. Obydwoje na pelny etat. Pogoda sie zrobila taka nijaka i chyba z tego powodu jakos w srode zlapalem jakiegos wirusa i przeziebienie. W sobote caly dzien spedzilem pod dwoma kocami i czujnym okiem zony – i na niedziele juz wstalem prawie zdrowy. Na szczescie, bo czekaly na nas salony palacu Buckingham. Poszlismy troche wczesniej obejrzec uroczysta zmiane warty, a pozniej pochodzilismy po tych wnetrzach. Niesamowite po prostu. Te zyrandole, sufity, zdobienia. Przepiekne po prostu. Tylko niestety zdjec nie mozna bylo robic. Chociaz moze z drugiej strony to i dobrze, bo znowu sie opuscilismy w ich przebieraniu – i obrabianiu filmow. Moze kiedys przysiadziemy.