W ciagu tygodnia nie dzialo sie wiele. Ot praca praca. Gosi niestety troche mniej pracy, bo Harry zaczal 2 dni w tygodniu chodzic do szkoly. Nie wiemy jeszcze czy teraz juz do grudnia bedzie pracowala tylko 3 dni tygodniowo, czy moze jednak uda sie troche dluzej…
W piatek rano musialem jechac do Clapham na mierzenie cisnienia. Podczas ostatniej wizyty u onkologa okazalo sie, ze chemia moze powodowac pozniejsze problemy z cisnieniem i trzeba je monitorowac. No to kupilem nam tez aparat do mierzenia cisnienia i miejmy nadzieje, ze wszystko wyjdzie dobrze.
W niedziele mielismy plany wypadu na Escape Room z nasza grupka, ale sie cos posypalo. Michael z Ellen przestali sie odzywac – po czesci pewnie z powodu posiadania nowego szczeniaka, po czesci bo wypadl i pogrzeb w Portugalii. Mimo wszystko… nieladnie tak.
W zamian w sobote wieczorem wpadl do nas Robert. Ululali sie z Gosia po rowno, zadne nie pamietalo jak poszlo spac. Wyszlo, ze z calej trojki to ja mialem najtwarsza glowe, bo czulem sie bezproblemowo. Wczesniej w sobote wybralismy sie do Kingston – z racji zblizajacej sie gali musialem wynajac smoking i kupic sobie buty. Troche mnie bedzie kosztowal ten wieczor.
Dzisiaj skonczylem (W KONCU) przerabianie filmu w wyprawy do Szkocji. Wyszlo 8 minut – ale ile godzin spedzonych. I jeszcze prawie przyprawilo mnie to dzisiaj o zawal, bo cos nie zadzialalo i przez chwile myslalem, ze stracilem cala swoja prace.
Szkoda tylko, ze tyle jeszcze tych filmow do obrobienia zostalo…