Ale nie z nadmiaru wody, a goraca. Kolejny juz tydzien temperatury rzadko spadaly ponizej 25 stopni (a czescie oscylowaly wokol 30). Wiatrak chodzi na okraglo, ale pomaga to niewiele. Nikt nie pamieta takiej okresu goraca w Anglii, a my mimo koniecznosci zacisniecia pasa chyba jednak pojedziemy w nastepna sobote nad morze, chociaz troche moc sie ochlodzic.
W ciagu samego tygodnia dzialo sie niewiele. Gosia do pracy pedalowala, ja spacerkiem. W piatek byl ostatni dzien w pracy Simona, zrobilismy pozegnalnego grilla, a potem poszlismy do pubu na kilka drinkow. Dlugo nie zostalem, bo musialem podjechac do starego mieszkania po przesylke ktora tam wyladowala. Stabilizator do GoPro z zeszlorocznego Kickstartera w koncu zdecydowal sie do nas dotrzec i od razu poszedl na sprzedaz.
Weekend mimo goraca wygonil nas do Kingston, bo zona uznala, ze juz za malo koszulek mi sie zrobilo. Koszulki zostaly zakupione, a do tego zaliczylem druga w zyciu wizyte u fryzjera – niestety podloga w nowym mieszkaniu nie nadaje sie do zbierania wlosow i Gosia postanowila oddac strzyzenie fachowcom. Pozostala czesc weekendu juz dosc leniwa, ot zlozylem zakupiony stolik przy ktorym mam nadzieje juz od sierpnia zaczac pracowac odrobine zdalnie, zalozylem nowe opony do roweru Gosi i troche pociagnalem edycje filmow (bo zbieraja sie ich ogromne ilosci…)