No i zesmy dostali kredyt. Posprawdzali moje finanse niemal wzdloz i wszerz, wiec sie tylko dziwimy, jak to mozliwe ze ludzie biora te kredyty na potege, jak tak wielkim problemem jest uzyskac nawet jeden i to przy sporych dochodach. No ale udalo sie! I teraz mamy 2 do splaty… ale przynajmniej ze splata mieszkania juz spokojniej, bo na kolejna rate jest, a na koncowke, to juz uzbieramy. A propos mieszkania, to odwiedzilismy budowe (niestety tylko z zewnatrz), by stwierdzic, że nasza inwestycja zmierza w dobrym kierunku i mamy cichutka nadzieje, że wszytko bedzie na czas. Dodatkowo jeden z wieczorow spedzilismy rysujac lazienki, zeby je ladnie dopasowac. Chyba sie nawet udalo, wiec tylko wykonczyc i miec nadzieje, ze ktos wynajmie :)
A z drugiej strony juz oficjalnie jestesmy wlascicielami Lisek… (I chyba jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z powagi sytuacji :)) W piatek w Ostrowi pod czujnym okiem znajomego notariusza podpisalismy darowizne (za ktora zaplacilismy krocie…). I sie ociec teraz o dezycje w zarzadzaniu dopytuje. A oprocz notariusza to sie spotkalismy z Ostrowska i wloska rodzinka, a nawet zdazylismy nazbierac wisni na dzem.
Tydzien dosc ciezki, bo tylko tydzien. I czlowiek chce pobyc z rodzina i pozalatwiac wszystkie sprawy. Z tesciem sie napilem (i to ze dwa razy), a z rodzicami w bule sie pogralo, tylko nad jezioro jakos nie wyszlo… Wstyd. I jeszcze u dentysty bylismy. Ja 20 minut (z czego 15 to bylo czyszczenie), Gosia dluzej i dodatkowo jeszcze w sobote.
W sobote po dentyscie zapakowalismy sie do samochodu, pozniej samolotu i na wieczor bylismy w domu. Wrocilismy do pogody jeszcze goretszej niz byla w Polsce, wiec korzystajac z wolnej niedzieli zapakowalismy sie na rowery i pojechalismy do Richmond parku sie poopalac. Wrocilismy z zaczerwieniona skora i dwoma kleszczami (oby tylko).
A teraz juz tylko siedziemy i nadrabiamy MasterChefa i BakeOffa, podzerajac jakies smakolyki przy okazji…
Dosc chaotycznie, ale jakos nie potrafie trzymac opisywania dzien po dniu – no bo jednak pare rzeczy wazniejszych od innych, a do opisywania wydarzen jakis tam porzadek czasowy przyadloby sie zachowac. Zostawie chyba zonie do ewentualnych poprawek.
I zona poprawia… jak kazdy inny wpis, bo inaczej za kilka lat, nic bysmy nie rozumieli z tych Twoich pospiesznie skleconych mysli :P