Gosia po pierwszym tygodniu biegania ledwo sie ruszala. Piszczel i biodro. Chyba obiazenie plecakowe to robi, bo dystanse przeciez mniejsze od jej normalnych i tylko ten plecak jest roznica. Musimy sprobowac kupic jakis mniejszy moze.
Z tego powodu nawet dwa razy zrobilismy sobie dluzsze spacery, ja wychodzac Gosi naprzeciw, a pozniej spacerkiem wracajac do domu.
Oddali nam tez depozyt z mieszkania, w pelnej wysokosci. Tym razem to Gosia byla optymistka i naderwana sciana z lustrem jakos przeszla niezauwazona. Jeszcze tylko 2 rachunki i nic wiecej nie bedzie nas laczylo z Mattem i Katie oprocz paru wspomnien.
Oprocz tego reszta tygodnia minela na odliczaniu dni do urlopu i w sobote po calym dniu podrozy znalezlismy sie w juz prawie naszych Liskach. Od razu tez zaczelismy imprezowanie bo ledwo zdazylismy sie przebrac i juz jechalismy na imieninowe ognisko do Gaszczakow. A w niedziele nadrabianie znajomosci i rodzinek. Ania z Hania i Piotrkiem, wieczorem picie z tesciami, a dzisiaj juz biznesowo – Elk i zakupy i pierwsze przymiarki do kredytu.