Wesolego jajka

Ostatnie nasze swieta na obczyznie, ale chociaz spedzone w towarzystwie rodziny.
Zona siedzi dalej w salonie i gada, wiec nie moge sie spytac co sie dzialo w ciagu tygodnia… A ja pamietam tylko ostatnie dni przygotowan, sprzatania, gotowania i ogolnie pojetej paniki zwiazanej z przyjazdem rodzicow.
W sobote zakonczylismy prace generalnym sprzataniem i swieceniem jaj, po czym wieczorem z Victorii odebralismy gosci. W niedziele zaczelo sie probowanie wszystkich wyrobow – i o dziwo wszystkie sa dobre. Serniki dobre, babki dobre, sledzie dobre, salatki dobre, wedliny dobre. Sie wyrobilismy.
Z racji obzarstwa probujemy walczyc spacerujac. W niedziele z kosciola spacerek, wieczorem kolejny spacerek do Battersea Parku. Dzisiaj pare godzin spacerku po National Gallery. Ja niestety od jutro bede juz musial pracowac, ale Gosia dalej ma zamiar ciagac rodzicow na piechote.
Niestety z powodow srodowiskowych nie wyszly nam dzisiejsze plany na lodki – ale prognoza rozjasnila sie na piatek, wiec jezeli dostane urlop to jeszcze sobie poplywamy.
Wieczory spedzamy przy drinkach, rozmowach i grach (na razie nie brydzu) i przy okazji projektowaniu domow.