Kredyt, kredyt i jeszcze raz kredyt

Ot perypetie doroslych ludzi chyba. Bo ten kredyt hipoteczny co go mama miala bez problemu dostac, to bank sie wypial tydzien temu i jednak go nie dal. I to zmusilo nas do goraczkowego rozwazania innych opcji. Na szczescie chyba jednak sie uda – mama dostanie wystarczajaco na pokrycie 2 rat (no prawie), ja mam szanse dostac na pozostala czesc – a pozniej juz tylko zostanie splacanie.
Zona sie na mnie obrazila, bo wypila akurat wystarczajaco, zeby sie wkurzac… i z tego powodu nie chce powiedziec co sie oprocz tego dzialo. Wieksza czesc tygodnia z powodu rekonwalescencji szefa byla na przymusowym zwolnieniu – dopiero w piatek, po wyjezdzie dziadkow wrocila do pracy. Ja bardzo mocno jakos nie narzekalem, bo obiadki mialem codziennie pyszne.
Z racji zakonczenia przygody abonamentu kinowego praktycznie codziennie bylismy goscmi na seansach – zeby wykorzystac ten czas jak najlepiej i najkorzystniej.
A dzisiaj w koncu nie przelezelismy calej niedzieli (tylko pol), udalo nam sie przysiasc i zalatwic ze 3 albumy zdjec z zeszlego roku – wgrac na chmure, posortowac, poprzebierac. Meczace to, ale przyda sie, zeby pozniej moc sie tymi zdjeciami pochwalic