Poniedzialek wolny, na aklimatyzacje po wakacjach – bardzo potrzebna sprawa bo do domu zawitalismy kolo 11 w nocy, w trakcie najnizszych mozliwych temperatur. Zziebnieci straszliwie. Dzieki wolnemu moglismy sie wyspac, zrobic jakies zakupy i odpoczac po tych meczacym tygodniu.
No i niby wolny, ale niestety pracy bylo tyle ze w piatek juz nie czulem ze tydzien byl krotszy, a wakacje wydawalo sie juz tylko wspomnieniem. Na szczescie na odswiezenie pamieci sa filmiki, ale wiekszosc nie nadaje sie do pokazania ;)
W ciagu tygodnia oprocz pracy ostro przygotowywalismy sie tez do mojej imprezy urodzinowej na ktora zaprosilismy kilka osob. Oczywiscie, Gosia przygotowala zarcia jak dla armii i zostala wiekszosc. Tyle z tej diety powakacyjnej…
Sama impreza bylo w wiekszej czesci udana. Zona sliczna, jedzenie dobre, goscie dopisali. Dostalem tort i konfetti w ramach niespodzianki. Niestety, pijani goscie czasami nie dogaduja sie ze soba i musielismy zakonczyc impreze szybciej i upewnic sie ze wszyscy wroca do domu bezpiecznie.
