Od jakichs 2 tygodni wtorki sa wyjete z diety. Zaczal sie nowy sezon The Great British Bake off. No nie da sie tego ogladac bez jakiegos ciasta czy innych slodkosci… W tym tygodniu Gosia zaserwowala ciasto czekoladowe ktore z dodatkiem kremu umilalo nam wtorek (i pare pozniejszych dni).
Reszta tygodnia minela bez wydarzen wartych wspomnienia.
W sobote… bawilismy sie genialnie biegnac w Rough Runnerze. Takim 10 kilometrowym biegu z roznymi przeszkodami. Na poczatku bylismy dosc niepewni idac tam, szczegolnie ze reszta teamu sie na nas wypiela – natomiast po paru pierwszych przeszkodach do samego konca dobry nastroj juz nas nie opuszczal. Gosie opuscila tylko troche cieplota ciala, bo niestety nie dala rady na kilku przeszkodach i wyladowala w zimnej wodzie. A jak Gosia laduje to na calego – razem z wlosami. I pozniej dygocze Ci taka mokra ;).
Ale bieg zakonczylismy, medale dostalismy i tylko kolejne godziny filmow do przegladania.
W niedziel natomiast z samego rana przyjechal do nas Milosz. Praca wyslala go jako konsultanta do Londynu na caly tydzien. Wiec zaczelismy od sniadania w Jacku, pozniej milej siatkowki na dworze i proby wybrania sie do kosciola. Zakonczonej niepowodzeniem, bo ruch byl niesamowity…
