Slomiany wdowiec

Jestem taki sam. Jak palec, albo cos tam.
Gosia poleciala odwiezc Damiana do Polski w sobote. Nie obylo sie oczywiscie bez przygod, bo w piatek zostawila paszport Damiana u Karoliny i okazalo sie to w chwili, w ktorej trzeba bylo wychodzic na autobus. Jak dobrze, ze mam te karte zipcara – udalo sie nam dojechac do Twickenham, a pozniej wrocic na autobus i spoznilismy sie tylko na jeden. Ale na samolot zdazyli na szczescie bez problemu.

Gosi nie ma, wiec moja pamiec podreczna zawiodla i jak dla mnie to w ciagu tygodnia nie dzialo sie wiele. Byl jeden dzien wolny dla niej w ktorym nie poszla do muzeum. Niestety szykuje sie tez zbyt duzo dni wolnych – na tyle duzo ze znowu zaczelismy rozmawiac o szukaniu przez nia nowej pracy.

Oprocz tego standardowo, siatka w piatek, dluga siatka w sobote i cwiczenia zeby dalej utrzymywac forme. A w niedziele obiad w towarzystwie rodzicow obojga naszych lokatorow, ktorzy to mieli przyjemnosc wzajemnie zapoznac.

No tak, a o Ikeii nic nie wspomnial, ze miala byc w poniedzialek a wyszla we wtorek, bo w poniedzialek zipcarowskie auto bylo podrapane i niby bez powietrza, co golym okiem bylo sciema, ale komputer biadolil… wiec bite 45 min spedzilismy siedzac w aucie, czekajac az ktos laskawie podniosl sluchawke, by w koncu uslyszec od nas, ze rezygnujemy i probujemy dnia nastepnego. I teraz jestesmy juz urzadzeni :) i oczywiscie 3 malzenska rocznica tez za nami spedzona przy lampce winka i wcinaniu cheescaka :)