Tydzien pracy z Damianem dla Gosi. Wzloty i upadki. Jednego dnia pomaga, drugiego dnia Gosia ma na glowie kolejnego dzieciaka do opieki. A sporo jest tej opieki, bo znowu duzo godzin wychodzi. I nic tylko sie z tego cieszyc, bo wlasnie wplacilismy pierwsza rate na mieszkanie i teraz juz tylko potrzebujemy wiecej i wiecej.
Mojego tygodnia nie warto wspominac, bo spedzilem go na rowerze dojezdzajac do pracy, a wieczorami wszyscy gralismy w Carcassonne.
Weekend jak zwykle troche bardziej zwariowany. Rozpoczelismy od zrobienia ciasta na sobotnie urodziny Damiana, pozniej spedzilismy caly dzien w londynskim zoo. Bardzo fajna wyprawa, duzo zwierzakow i jeszcze wiecej chodzenia.
Niedziela to dla mnie pierwszy raz w prowadzeniu samochodu. Matt z Katie prosili mnie o zalozenie konta na zipcarze (takie usludze do blyskawicznego krotkoterminowego wynajmowania samochodow) i chcieli zebym podwiozl ich do Ikei. Z planow nic nie wyszlo, bo aktywacja konta zajela 3 dni, ale skoro konto juz mam to postanowilismy ze zamiast do kosciola jechac pociagiem, czy uberem to wezmiemy samochod. No i pojechalismy. I wrocilismy tez. I zadowoleni, bo wygodnie i zgodnie z planem taniej niz innymi srodkami podrozy. No chyba, ze pozniej przyjdzie jakis mandat.
Po powrocie po raz kolejny pojechalismy do centrum, obejrzec Tower Bridge, Tower of London, a zakonczylismy w M&Ms World i sklepie Lego.
Ja niestety ze wzgledu na wolumen pracy musialem pare godzin spedzic przy komputerze… niestety niezbyt efektywnie.