Tyyle wymiarow

Bo az 4. W srode pierwszy raz wybralismy sie na nowa sale w kinie. Ruszajace sie fotele, wiatr, dym, woda. Efekty fajne, ale tylko na krotka mete. A sam film slabiutki.

Gosia sie pochorowala w piatek z nie wiadomo za bardzo jakiego powodu. Wylezala w lozku caly dzien i pomoglo, bo w sobote juz zdrowa. Moze do pracy sie nie chcialo isc? Wlasnie, ze wiadomo… nie z lenistwa! a z grypy zoladkowej zlapanej od chorujacych po kolei Hallerow…

W sobote juz za to na spacer chciala isc i zrobilismy kilka dobrych kilometrow okrazajac Tamize. Fajnie, chociaz troszke zimno.

W niedziele kolejny raz Rich uraczyl nas pieczona obiadokolacja – tym razem zaserwowal wolowine ze standardowymi dodatkami. Jak zwykle dobre. Sie teraz zatanawiamy, czy nie wypadaloby sie odwdzieczyc i tez cos przygotowac wiekszego.

W przyszlym tygodniu wisi nade mna wizja nocki w pracy – wypuszczamy projekt na serwery i klient nie chce tego robic w dzien.  Damy rade, chyba…