Doroslosc to jednak niefajna sprawa. Dzieciakiem jak sie bylo to sie czekalo na prezenty tylko, teraz fortune wydajemy. I to nie tylko Gosia ktorej zapedy prezentowe musze hamowac zeby nie kupowala ich wszystkim, ale i ja… No nic, taki to czas.
Dni nam mijaly na prezentach i pracy przede wszystkim. Gosia sie myje po farbowaniu, a ja mam pomrocznosc jasna i nic nie pamietam – oprocz piatku.
W piatek mielismy swiateczna impreze firmowa. Prace skonczylismy o 12, roczne completions, drinki i jedzienie, tajemniczy mikolaj, pozniej obiad w knajpie i znacznie wiecej drinkow. Ja odpowiedzialnie wrocilem razem z zona do domu kolo 9 wieczorem (kiedy ona wracala z pracy), chlopaki wrocili duzo pozniej…
W sobote korzystajac z wolnej chaty wybralismy sie natomiast do klubu potanczyc.
Niedziela juz standardowo cwiczenia + siatkowka. I trzeba spac, bo jutro do pracy na osma…
Maz jak zwykle tylko piatki pamieta :P w sumie to dobrze, ze przynajmniej pamieta :P a warto wspomniec, ze we wtorek byly mikolajki i od tego dnia w mieszkaniu cieszy oko juz po raz trzeci nasza pikna, choc sztuczna – choineczka :)