Pociagi, samoloty, autobusy – jeden chuj

Wszystko sie spoznia. Jednemu zimno, drugiego mgliscie, trzeciemu nawet nie wiadomo, ale dojazdy do pracy pociagami codziennie praktycznie sa poopozniane, a na dzisiejszy lot do Polski czekalismy ponad 2 godziny. O tyle dobrze, ze rodzice juz w sobote pojechali do Warszawy, wiec na spokojnie czekali na nas u wujka Przemka a nie na lotnisku.

O wtorku nie pisze, bo to nie moja wina. Jak zona chce, niech pisze. No najlepiej :P Twoja, bos nie chcial miec review i tym samym nie dales mi 3,5h wiecej pracy :P 

W nocy ze srody na czwartek miala miejsce premiera nowych Gwiezdnych Wojen: Rogue One (wole angielski tytul…). Razem z Gosia bylismy na premierowym seansie, do domu wrocilismy o 3 nad ranem. Czwartek byl dniem mocno zmeczonym. Ja na kawie i red bullu, Gosia podsypiajac razem z dzieciakiem.

W sobote oprocz pakowania zostalismy zaskoczeni przesylka. Okazalo sie, ze wlasciciele mieszkania wyslali nam prezent gwiazdkowy w postaci 6 buletek wina. Stworzyli tym samym precedens – no i my musielismy im od razu cos kupic: szampana i bukiet kwiatow.

No, a dzisiejszy dzien to juz standardowo jak to przyjazd do Warszawy – caly w podrozy.  Zajechalismy po drodze odwiedzic dziadkow i ciocie Tereske (i zjesc obiad), a pozniej szybka podroz do domu.