Tytuly

Zazdraszczam troche czcigodnemu ojcu jego datowych tytulow kronikarskich i zlorzecze cichutko na siebie, zem sie porwal jak glupi. I spedzam teraz 3/4 czasu pisania na wymysleniu tytulu ktory dobrze by oddawal co sie dzialo (lub nie dzialo) w tygodniu, a jednoczesnie sie nie powtarzal. Oj glupi ja.

A tymczasem kolejny tydzien nam minal nie wiedziec kiedy. Dluzy sie strasznie, a pozniej jakos tak szybko. Tydzien minal na pracy (niespodzianka!), znajdowaniu kostiumu dla Gosi na impreze halloweenowa (tez niespodzianka, bo jednak idziemy) i montowaniu laweczki do cwiczen. Rich po kursie na trenera personalnego ocenil, ze atlas jest be. I kupil laweczke. I teraz mamy i atlasa i laweczke.

Gosia sie cieszy bo zarabia dobrze – pod warunkiem ze ma prace. A z tym bywa problem, szczegolnie kiedy szefuncie jej komunikuja w srode, ze kolejny tydzien ich nie ma. No i sie bedzie lenic. Obiadki mezowi gotowac. I moze przygotowywac na impreze?