w czerwonej stajni stoi. Klapie, tupie, a czasem ze strachu dzwoni.
Cale szczescie, ze Gosia dalej je wszystkie posiada, niektore tylko bedzie musiala zakoronkowac. Tydzien minal nam bowiem pod znakiem codziennych wypraw do dentysty i prob ratowania jej ukruszonych fatalnym upadkiem zebow. Tymczasowe pozalepianie i naprawienie kosztowalo 1000 zlotych, ale prawdopodobnie ponad drugie tyle pojdzie w swieta na zrobienie jej koronek.
Ja przepracowalem pozostale dni jakie bylismy w Polsce, a w czwartek po krotkiej i przyjemnej podrozy wsiedlismy do samolotu w Szymanach i wyladowalismy w Londynie.
Dzien w pracy i weekend minely spokojnie. Zarejestrowalismy sie u lekarza, poszlismy do agencji zostawic breloczek i pozostale czesci spedzilismy przed tv ogladajac seriale.
Tylko zona juz mnie nie slucha i w zwiazku z tym niestety nie idziemy jednak na impreze Halloweenowa…