Nad morze… rowerem?

Zanim przejdziemy do naszej szalenczej wyprawy moze pare slow o poprzednim tygodniu.14193881_1215564211828378_2119567326_n

We wtorek Gosia skonczyla prace wczesniej ale zamiast wrocic do domu to wybrala sie z Karolina i dzieciakami na basen. Powylegiwala sie troche i chyba nawet zadowolona byla.

14114459_10153633882706058_22974249_o14182453_1215564141828385_605341688_n

W czwartek natomiast mielismy impreze pozegnalna Jasona, bo juz w piatek byl jego ostatni dzien w pracy. Impreza bardzo przyjemna, nawet Gosia sie zjawila i zdazyla napic. Doprawila sie pozniej z Mattem w mieszkaniu tak, ze pozniej pol piatku zdychala. W piatek po completions zjawila sie Rachel, bardzo milo bylo sie z nia spotkac i pogadac. Krotko niestety, bo trzeba bylo wracac i pakowac sie na sobote.

I w tym momencie dochodzimy do przedluzonego weekendu. Otoz w ramach jego spedzenia postanowilismy pojechac nad morze… ROWERAMI. Szaleni jestesmy. Ponad 110 kilometrow w jedna strone. I dalismy rade! Dupki nas teraz bola, ale pojechalismy i wrocilismy bez wiekszych niespodzianek. Mozemy byc z siebie dumni, szczegolnie Gosia ktora caly dystans przebyla na miejskim rowerku. Szkoda tylko ze pogoda nam nie dopisala.14169656_1215564201828379_761719783_n

Znaczy do rowerowania w niedziele i poniedzialek mielismy idealna. Nie za goraco, nie za zimno, troche sloneczka, troche chmur i bezdeszczowo. Ale w niedziele bylo dokladne przeciwienstwo. Wiatr, ziab, deszcz – nad samym morzem spedzilismy moze 15 minut. Dobrze chociaz, ze mielismy dostep do jacuzzi i basenu to troche pomoczylismy sie w wodzie… nie mozna miec wszystkiego.14182257_1215564178495048_826234460_n14182135_1215564208495045_549560847_n14182658_1215564191828380_774686698_n14172092_1215564161828383_936611442_n