Jakos tak sie zlozylo, ze do pazdziernika co miesiac razem z Gosia gdzies jedziemy. Wczoraj wrocilismy z Norwegii, za 2 tygodnie jedziemy do Polski, pozniej we wrzesniu do Wloch i w pazdzierniku znowu do Polski. W robocie narzekaja, bo nie wiedza jak mi sie udalo to uzyskac.
A propos powrotow, niestety co dobre zawsze szybko sie konczy. Po wojazach norweskich przyszedl czas powrotu do Londynu – na szczescie bez wiekszych przygod. Wojaze niezwykle udane, codziennie robilismy przynajmniej dziesiec kilometrow (z rekordem 17km!) po gorach i bezdrozach ogladajac piekne widoki (wlaczajac Gosie opalajaca sie bez stanika!). Mozna by pisac i pisac o tym co widzielismy, ale wydaje mi sie, ze wystarcza zdjecia. Zrobione w liczbie okolo 2 tysiecy, przefiltrowane do 400.
Z radoscia okazalo sie tez, ze Martyna z Karolem razem z nami poleca do Wloch na zwiedzanie i opalanie. Zaczelo sie od zartow, a skonczylo szybkim dzwonieniem do wujka, prosba o urlop i kupnem biletow. I radosc przycmiewia jedynie informacja, ze przy nich Gosia topless sie nie bedzie opalac…



