Pierwszy dzien kolejnej, juz drugiej, wiosny na obczyznie. Az wrocilem sobie do wpisu z zeszlego roku i wyglada to bardzo podobnie… Znowu w sobote nigdzie sie nie ruszylismy, chociaz znowu byly plany zakupowe (i znowu sukienki – mam nadzieje, ze tym razme bedzie chociaz z dekoltem). W tym roku nie wybralismy sie na parade z okazji dnia swietego Patryka, chociaz znowu z niedziele przedswiateczna wybralismy sie do kosciola. Parade przegapilem, bo sie odbyla w weekend przed dniem swietego Patryka, a do kosciola na msze sie wybralismy wyspowiadac, zeby na Wielkanoc u wujka byc dobrze przygotowanymi.
Patrzac na zeszly rok golabkow nie bylo, w zamian Gosia zrobila zapiekanke ziemniaczana. Odgraza sie, ze to juz ostatni raz, bo zapiekanka choc dobra, to nie szalowa i na pewno nie jest warta spedzania takiej ilosci godzin w kuchni.
Zeszly tydzien minal na spokojnie i nie moge sobie w tej chwili przypomniec zadnej rzeczy wartej wspomnienia. Ot codzienna praca, 3 razy przejechalem sie rowerem, w poniedzialek siatka. Standardowe zycie. No, dowiedzielismy sie tylko, ze Ania Plonska/Kawka w ciazy. Ze wszystkich przyjaciolek Gosi juz tylko Martyna bez dzieci…
Za to przyszly tydzien… nie wybiegajac przed szereg zostawie do opisania w nastepnym wpisie. Jesli pojdzie dobrze to popelnionym z Wloch!
Usmialam sie, wiec odnotowuje slowa meza:
KAMIL od tylu to LIMAK, to prawie to samo co ŚLIMAK :P
i dodatkowo wspomne, ze od srody Haribo zaczal chodzic :)