Wpis poniedzialkowy, bo maz wczoraj zapomnial zrobic :P No wiec tak:
Moj powrot do pracy okazal sie byc znosny :) daje sobie rade bezproblemowo a takze zaczelam spac na boczku :D opuchlizna juz chyba znikla, ranki coraz ladniejsze i tylko Kamil o robienie masazu sie dopomina co i rusz :)
Dodatkowo w piatek strzelilo mi 26 wiosen i pomimo 10h pracy, dzien nalezal do udanych. Szefostwo rano odspiewalo Happy Birthdy :) wieczorem podarowalo pyszne ciacho :) a w domu zastalam meza z balonikami na hel :) Jak troche mi sie znudza to pewnie bedziemy wdychac ich zawartosc i mowic cienkim glosem :) W sobote maz wreczyl piekny bukiecik, zabral na pizze na ktora przylaczyl sie jedyny pozostaly na weekend lokator Rich, a w niedziele zrobilam golabki ktore chlopaki zgodnie chwalili :) Tylko smutnawo troche bylo… (bo kartek poza jedna od Martynki) nie dostalam…
U Kamila bez zmian, rower, praca, rower, dom :P Mial miec review ale dostal same pozytywne feedbacki i moze za 2 miesiace mu zrobia a moze nie, kto ich tam wie. A juz za 3tygodnie Wielkanoc i odwiedziny u wujka Tadka :)

