Jestesmy w Szczecinie od wczoraj. O tym, ze jedziemy do Polski wiedza tylko ludzie z roboty, bo musialem jakos zalatwic sobie 2 tygodnie pracy zdalnej. O tym, ze w Szczecinie jestemy na operacje plastyczna wie chyba tylko Martyna, bo Gosia musiala miec kogos kto by ja wspieral i kto nie bylby mezem.
Lot bez wiekszych problemow, tylko z godzinnym opoznieniem. Do mieszkania dotarlismy bez opoznien, dzisiaj wybralismy sie na zakupy spozywcze i jestesmy gotowi do “studenckiego” przezycia najblizszych kilkunastu dni.
Staramy sie tez wyleczyc, ostatnia impreza bowiem objawila sie w zeszlym tygodniu w postaci przeziebienia – i znowu kichamy i kaszlemy. Problem w tym, ze Gosia nie moze… Dlatego dzisiaj po zakupach zaladowalem ja do lozka i nie wypuszczam. Jutro wypuszcze, bo musi zalatwic badania krwi i usg piersi, ale jak tylko wroci to znowu ja zapakuje. Tak, zeby w srode wszystko bylo ok na konsultacjach i podczas operacji.
Wszystko tak po cichu, wszystko w konspiracji heh :) To tylko dodam, ze w piátek moje robocze dziecko Harus :) obchodzil swoje pierwsze urodziny :)