Ciche dni

Była cicha noc, bo święta minęły w tempie standardowym błyskawicznym. Zgodnie z planami, najpierw pełno sprzątania, przygotowywania po to, żeby przez ostatnie dni nie móc się ruszać pomiędzy posiłkami.

Wigilia na 13 osób, byli wszystkie Olafy, wszystkie warszawskie Szewczyki i nawet Ola się załapała. Było pełno jedzenia, śmiania, gier i zabaw i w zasadzie tak samo mijały następne dni. Razem z Gosią wędrowaliśmy tylko pomiędzy domami, bo a to u mnie jacyś goście, a to u niej i ze wszystkimi trzeba się przywitać. I wszędzie coś zjeść… Będzie co spalać jak wrócimy do Londynu!

A ciche dni nastąpią dopiero, bo Gosia mnie strasznie wkurzyła. Okazało się dzisiaj, że mimo swoich obietnic nie wzięła do Polski ani szpilek, ani spódniczki które jej kupiłem. Odechciewa się wszystkiego po prostu z tą babą. I pewnie jeszcze wyjdzie moja wina, bo się niepotrzebnie wkurzam.

I żeby się więcej nie wkurzać, tylko wspaniale pozytywnym fragmentem się pożegnam.

 

P.S. A do tego mi nie wychodzi aktualizacja wordpressa na serwerze, problemy z klientem itp.