Zbyt leniwie

Weekend był tak leniwy, że nawet dziennika nie chciało się pisać. No to nadrabiamy w poniedziałek – chociaż tak naprawdę niewiele jest do opisania.

W pracy spokojnie i normalnie, w domu też spokojnie. Kupiłem Gosi czarne szpilki – okazało się, że obcas mają 17 centymetrowy – czyli za wysoki. Jest kolejny powód do ich nie zakładania.

W sobotę pojechaliśmy wieczorem na Ealing spotkać się z Ewą i Kamilem. Wypiliśmy parę ginów z tonikiem, cydrów, pogadaliśmy i wróciliśmy na północ do domu. W niedzielę wybraliśmy się na Stażystę, bardzo przyjemną komedię z de Nirem. I Gosia po raz pierwszy od naszego wesela chyba założyła wysokie obcasy… ale oczywiście nie te nowe, bo są za wysokie.

Gosia dzielnie pilnuje dzieci, chociaż dostaje trochę mniej godzin. Mamy tylko nadzieję, że uda jej się wyrabiać przynajmniej 20 tygodniowo. Dzielnie też chodzi na angielski i wieczorami przygotowuje prace domowe. A ja oprócz niewielkich błędów gramatycznych niewiele mam do poprawiania!

Poprosiłem dzisiaj o urlop świąteczny, myślę że dostanę go bez problemu, ale decyzją zapadnie prawdopodobnie jutro. Pogadałem z Miłoszem który kupił nową kamerkę w przygotowaniu na sesje rpga przez sieć i czekam na wracającą właśnie żonę. Napomknęliśmy także o zbliżającym się Sylwestrze, chcemy znowu urządzić go w Liskach (chociaż Kuba wspominał coś o zabawie u niego…) i padł pomysł zabawy przebierańców. Jestem całkiem skłonny spróbować. Zobaczymy jakie ustalenia przyniesie kilka najbliższych tygodni.