Nic się nie dzieje – na, na, na, na…

I o czym tu pisać jak nic się nie dzieje. Dni sobie mijają spokojnie, z rozprostowywaniem Gosi i jej rekordami biegów, moją pracą, pływaniem i też rekordami.

Ot weekend tylko odrobinę ciekawszy, bo znowu w kinie byliśmy, Gosia po raz pierwszy raz odważyła się świętować dzień bez stanika (:D), pogadaliśmy z rodzicami. Ale oprócz tego też nic – ot lenimy się.

W robocie ludzie odchodzą, Gavina nie ma od czwartu (wraca do Australii przez RPA i USA), Simona nie będzie w ciągu 3 tygodni. Ale może chociaż do nowego biura się przeprowadzimy.

W przyszłym tygodniu spróbujemy zarejestrować się do lekarza, w zasadzie niepotrzebne ale na wszelki wypadek dobrze by było mieć gdzie pójść.

I jeszcze ponoć kolejne zaproszenie na sierpniowe wesele przyszło (od strony Kamila), na które na pewno się nie wybierzemy ale które to podniosło weselne szaleństwo do liczby 9… jak nie było to nie było a jak się chajtać, to hurtem… co za czasy :) 

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *