Awaria szambiarka

Oczywiście, że jestem “tyranem”, jak to mnie ostatnio mój małżonek kochany zaczął przezywać… bo jak nie nagadam to mąż wpisu nie zrobi, sklerotyk :) więc tym razem bez przypominania zrobię go ja. A co!  

No to po kolei:

W lany poniedziałek oczywiście tradycji musiało stać się zadość i oblewanie poranne zakończyło się wspólnym sprzątaniem mokrych podłóg :) Po świętach spotkałam się z Olą, która była również tydzień temu razem z Renią ( a o czym żadne z nas nie wspomniało).  Poplotkowałyśmy, popiłyśmy i się rozstałyśmy.

W tym tygodniu dotarła do nas również nowa telefonizacja, więc oboje zdążyliśmy spędzić po wieczorze na instalowaniu wszelakich mniej lub bardziej pożytecznych aplikacji, dodatkowo Kamil pozamawiał jakieś ochronne pierdółki, cobyśmy za szybko nie doprowadzili nowego dobytku do opłakanego stanu, a przy okazji robienia zakupów, zaopatrzyliśmy się też w grila, więc na majówkę pogoda musi być! 

A propo pogody, to wiosna pełną gębą, ciepluśko bardzo, że nawet piątkowe drinki przenieśli z centrum Richmond do baru nad rzeczkę i siedzieli tam bez kurtek i to nie z racji wysokiego stężenia alkoholu we krwi, tylko właśnie z racji z sprzyjającej aury pogodowej.  Poza tym, to nie wiem, czy nie ograniczyć Kamilowi tego piątkowego bilardu, bo się okazuje być to bardzo niebezpieczny dla zdrowia sport, który zaskakuje taką np. Elen, że dnia następnego musi już chodzić z ręką w gipsie…

W tym tygodniu przytrafiła się nam niemała awaria, która trwała dobre ponad 24h pozbawiając nas możliwości korzystania z łazienki. Na nic zdały się wydane funciaki na przepychaczkę i butle żrącej sody, na nic zdała się moja samotna walka z odetkaniem rur… gówniany problem okazał się nie być po naszej stronie… a po stronie mało inteligentnej babki, mieszkającej prawdopodobnież blok dalej, która spłukiwała pampersy w wc, co zaowocowało zatkaniem się kanalizacji i cofaniem się nieprzyjemności w naszą stronę…no ale są też i plusy, bo prysznic po tej całej akcji to wydezynfekowałam, że hej :P 

I już tylko niecałe dwa tygodnie dzielą nas do wizyty w Liskach :D

 

 

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *