Dzień Kobiet

Dzień Kobiet – tak więc wpis odświętnie zrobię ja.

Tydzień w wykonaniu Kamila zleciał w ciężkich zmaganiach pracowych (bo to hakerzy swoje pięć pensów dorzucali w klientowych stronach, a to cuś innego przestawało działać i trza było naprędce naprawiać, więc naprawiał, odhakowywał i przeprowadzał rozmowę kwalifikacyjną (i nie tylko) z kim się dało i kiedy się dało).

U mnie zaś zleciał tak, że się tylko postarzałam do oficjalnego ćwierćwiecza i pomijając fochy na angoli co to mi nie odpisują na zapytania pracowe gimnastykuję się dzielnie, żeby dodatkowe lata nie przekładały się na dodatkowe kilogramy. Z racji urodzinów mąż sprawił mi (a ja mówię że nam) parowar i teraz zdrowa żywność na całego, choć czasem taki smażony schaboszkak lub karkóweczka robiona dla męża na obiadki kusi, oj kusi :) W tym tygodniu również reaktywowaliśmy nasze bieganie do rangi 3 km x 3 dni w tygodniu i sapiem jak niejeden dziadek o lasce ale postanowienie to ambitne i nie zamierzamy odpuszczać, by do Polski zawitać w niepowiększonej objętości cielistej, a jak w ciut pomniejszonej to chwała nam za to :-)

Dodatkowo w tym tyg zarejestrował nas Kamil w opłatach za wodę, bo list do Mandany utwierdził nas, że przecież nie ona a my teraz zobowiązani do opłat, tak więc kolejne wydatki narastają a żywiciel rodziny wciąż jeden, bo ja nadal bezrobotna gosposia jestem. Zaś wczoraj była piękna, ciepła, wiosenna pogoda i podczas spaceru mijaliśmy ludziów jak mrówków, zarówno spacerujących jak i porozsiadanych, gdzie się dało i cieszących się z 15°C jak nie lepiej.

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *