A jednak kupiła kurtkę, nie mogła przeboleć. Pojechała beze mnie i znalazła i od razu zadowolona się zrobiła.
Tydzień minął na spotkaniach w pracy, mieliśmy kolejne śniadanie deweloperskie, parę wewnętrznych spotkań firmowych i imprezę świąteczną w piątek. Oprócz tego spędziliśmy go na poszukiwaniu prezentów, pakowaniu prezentów, pierwszych zakupach świątecznych (i pierwszej sztucznej choince w życiu). Oprócz normalnej pracy ostro też przygotowuje się do mojego egzaminu, został już mniej niż tydzień i BARDZO chcę go zdać.
Gosia realizuje się w eksperymentach kuchennych, w piątek napiekła pierniczków które wyglądają i smakują naprawdę wspaniale. Większą część zapakowała do wysyłki, ale odgraża się że narobi więcej – patrząc po ilości lukru jaki jej został to chyba będziemy jedli pierniki do przyszłych świąt.
W sobotę pożyczyliśmy od znajomych drugi materac dmuchany, jesteśmy chyba przygotowani pod względem spaniowym na wizytę rodziców i Miłosza. Teraz musimy tylko wynaleźć coś co będziemy robić przez ten tydzień, szczególnie że wziąłem sporo wolnego, żeby móc pobyć razem.
W niedzielę w końcu wybraliśmy się do kościoła, znaleźliśmy nawet polską parafię z rozsądnym czasem dojazdu. Wysłaliśmy też kartki do wszystkich znajomych, kosztowały tyle co wielka paka którą wysyłamy do domu!
W niedzielę też w końcu zapowiedział nam się Kuba na odwiedziny weekendowe. Przylatuje do nas z “koleżanką” już 9 stycznia :)
Pozostała część niedzieli zeszła na rozpaczaniu Gosi, która zauważyła, że zgubiła oczko w swoim pierścionku zaręczynowym. Wygląda na to, że zahaczyła gdzieś ręką i jeden z uchwytów trzymających brylant wygiął się i całe oczko gdzieś wypadło. Żadnych ułamanych elementów nie widziałem, więc będziemy mogli dopasować nowy brylancik i naprawić pierścionek. Ale to już nie będzie to samo… i sentyment już nie ten… ehhh :-(
Przyszły tydzień minie pod znakiem dalszej nauki, a także mojej pierwszej oceny kwartalnej w firmie. Planuję wykorzystać sytuację i naprawdę dobre opinie współpracowników o mnie i poprosić o podwyżkę – zobaczymy…
Leave a Reply