Stopy bolą oj bolą. Łącznie w weekend zrobiliśmy pewnie z 15 kilometrów… A wszystko przez Beżyka! Przyjechał Ci taki w piątek, odebrałem go z Blackfriars i po dotarciu do mieszkania rozpoczął alkoholizację z Gosią. W sobotę przeszliśmy 12 kilometrów. Od Waterloo, przez Big Bena, Orc’s Nest (świetny sklep z planszówkami!), Covent Garden, katedrę Św. Pawła, później długi spacerek na Tower Bridge, powrót przez Borough Market (ileż ludzi…), Shakespeare Globe i Millennium Bridge. Później metrem do Hyde Parku gdzie znowu niesamowicie zaskoczyła nas liczba ludzi. Tysiące dosłownie, tak dużo że policja i obsługa z megafonami pilnowała poruszania się na stacjach w metrze i na przejściach dla pieszych. Wyglądało na to, że większość tych ludzi chciała odwiedzić Winters Wonderland – ogromny park rozrywki który rozłożył się właśnie w Hyde Parku. Później już tylko po drodze po ciemku obejrzeliśmy pałac Buckingham i wróciliśmy do mieszkania gdzie rozpoczął się kolejny wieczór alkoholizacji i testowania nowych dodatków do Carcassonne i nowej gry – Listu Miłosnego.

Niedziela to powrót do centrum, jednak zgodnie uznaliśmy że jednak mniej chodzenia byśmy chcieli więc dokładnie obejrzeliśmy Natural History Museum (4 godzinki spaceru ;)).
Mateusz wyjeżdża jutro, Gosia ma zamiar odwieźć go do Blackfriars, żeby odzyskać kartę Oyster którą później wykorzystają rodzice jak przyjadą za miesiąc.
W ciągu tygodnia zdążyłem zapomnieć o urodzinach Kuby i musiałem obiecać mu lunch jak przyjedzie nas odwiedzić, wcześniej zdążyłem zapomnieć o snookerze – normalnie skleroza mnie chya łapie…
Przyszły tydzień zapowiada się chyba spokojniej, gości nie będzie, wypraw żadnych nie planujemy – robota tylko.


Leave a Reply